środa, 20 stycznia 2016

Noelia, Eliza, Alicja czy Kinga?

Trzy części, z których w przyszłości ułożę miniaturki :)
 
***

NOELIA


            - Dlaczego to zrobiłeś?! – wrzasnęłam do Wojtka ile sił w płucach.
- Widziałaś, co o tobie napisali? – spojrzał na mnie jak na obłąkaną. – Wcześniej byłaś ćpunką, teraz robią z ciebie szmatę!
- Może, ale nie powinieneś był! Po tym nie dadzą mi żyć… – zamartwiałam się, przemierzając dookoła hotelowy apartament, w którym tymczasowo mieszkałam.
Ludzie mówią, że pieniądze szczęścia nie dają. A ja powiem inaczej: pieniądze dają szczęście, jeśli masz je z kim wydawać. Wojtek na pewno taką osobą nie był. Nie interesowała go góra pieniędzy, jaką dostawałam za każdy koncert. Widziałam po nim, że męczył się w naszym związku, och jak mocno dawał mi to odczuć w ostatnich dniach! Miał dosyć spania na walizkach i przenoszenia się w różne części Europy tylko dlatego, że obiecał mi, iż pojedzie ze mną w tournée, żebyśmy mogli być razem.
Poszłam do łazienki, słysząc jak złapał wazon z kwiatami i cisnął go w najbliższą ścianę. Zawsze był narwany i nienawidził, gdy kończyłam rozmowę wyjściem z pokoju, zamykając się na jego argumenty.
Spojrzałam na owalną, marmurową wannę w trzydziestometrowej łazience. Czekała mnie aromaterapeutyczna kąpiel z hydromasażem, przygotowana przez personel hotelu. Rozebrałam się i weszłam do środka, rozkoszując ciszą.
Byłam dwudziestosześcioletnią milionerką, uwięzioną we własnej ambicji, aby zostać numerem jeden na świecie. Póki co, wychodziło mi to nieźle – mój ostatni kawałek „Love” piął się na szczyty list przebojów w dwudziestu ośmiu państwach.
Musicie wiedzieć, że zaistnieć w świecie nie jest ciężko. Wystarczy nawet banalna piosenka o tekście łatwo wpadającym w ucho. Ciężko jednak się w tym świecie i na ustach ludzi utrzymać. A ja nie chciałam być zapomniana, marzyłam, aby przejść do historii muzyki pop jako wspaniała, nietuzinkowa wokalistka.
Jestem z Wojtkiem ponad dwa lata. Wydawałoby się to niedługim okresem czasu, ale dla kogoś takiego jak ja, kto prowadzi specyficzny tryb życia podzielony między muzyką, samolotami, hotelami, a oddanymi fanami, to może dość kolidować z życiem miłosnym. A i nie mogę zapomnieć o paparazzi. Są jak mszyce. To pluskwiaki, występujące masowo, żerujące na drzewach, krzakach, balkonach. I teraz wymyślili, że sypiam z własnym menadżerem, co jak wiadomo, odbiło się czkawką na Wojtku. Szkoda, że nie był osobą, po której taka informacja by spłynęła.
Zamknęłam oczy. Nie byłam szczęśliwa. Czy to przy Wojtku, czy na scenie, pomimo uśmiechu przyklejonego do twarzy, nie czułam się spełniona. Ale co takiego brakowało w moim życiu? Przecież miałam i pieniądze, i zdrowie, i chłopaka. Miałam idealny przepis na życie, więc dlaczego czułam, że to wszystko było mało?
Rozmyślenia przerwał mi Wojtek. Wszedł, wcześniej pukając do łazienki, dzięki czemu zdążyłam się podnieść do pozycji siedzącej.
- Noelka – mruknął smętnie, gdy jego czarna czupryna pokazała się w drzwiach. Nie wiedzieć, po co, przykryłam piersi ręką, aby ich nie zobaczył, choć przecież znał dobrze każdy centymetr mojego ciała. – Spakowałem kilka moich rzeczy do walizki. Wracam do kraju.
Jego słowa nie zaskoczyły mnie. Nie były niczym, czego mogłabym się nie spodziewać. Mimo to do oczu napłynęły mi łzy. Zostanę sama, a nienawidziłam samotności.
- To ostateczna decyzja? – zapytałam. Otworzyłam oczy wpatrując się w niego błagalnie. – Może moglibyśmy…
- Nie – przerwał mi w pół słowie. – Muszę przemyśleć nasz związek. Zrozum. Jesteś cudowną kobietą, tylko wiążąc się z tobą nie wiedziałem, że zwiążę się też z twoim menadżerem, producentem, ochroniarzami, milionem fanów i fotografami, którzy podglądają nas wszędzie. To mnie przerosło. Nie chcę cię ograniczać, kocham cię, dlatego muszę odejść.
Brednie – pomyślałam. Co za facet odchodzi od ukochanej dla jej dobra? Po prostu chcesz mieć wymówkę.
- Idź – szepnęłam. – Idź, nie będę cię zatrzymywać. – Zanurzyłam się trochę w wodzie, tak, że dotykałam ją już brodą. – Jeżeli nie chcesz walczyć o nasz związek to akceptuję twoją decyzję, tylko już nie wracaj – to, że szeptałam było gorsze niż gdybym podniosła głos. Przez to jednak, że będąc na scenie i wydobywając z gardła jak najwięcej mocy, oszczędzałam go w każdej innej możliwej sytuacji.
- Nie wrócę – obiecał, po czym zniknął za drzwiami.
Wiedziałam, że to był koniec. Nie przyjęłabym go z powrotem, nawet gdyby mnie błagał na kolanach. Duma nie pozwoliłaby mi na danie mu drugiej szansy. Słyszałam jak krzątał się po pokoju hotelowym, zabierając swoje rzeczy, po czym ostatecznie hałas umilkł. Kiedy wyszłam z łazienki po Wojtku nie było śladu.
Tego wieczora połknęłam masę tabletek nasennych, po których usnęłam w łóżku jak niemowlę.
W ciągu dwóch tygodni paparazzi udało się sfotografować chyba wszystkie momenty słabości, gdy zapłakana przemieszczałam się z lotniska do lotniska i od jednego hotelu do drugiego. Tylko na scenie, czułam się wolna. Dla fanów, którzy czekali cierpliwie na mój koncert, w deszczu i w skwarze, zawsze pojawiałam się promieniejąc, mimo że w środku krzyczałam z rozpaczy.
Czy wiecie, że naukowcy odkryli, iż to, co czyni nasze życie w pełni satysfakcjonującym, to nie pieniądze i sława, jak większość osób obstawia, a dobry, udany związek z partnerem? No więc z racji tego, że właśnie zostałam jego pozbawiona, uważam, że to niesprawiedliwe, iż część ludzi odnajdzie tą swoją drugą połówkę na tym wszechświecie, a inni nie i ta część nieszczęśników będzie skazana albo na dalsze poszukiwania, albo na życie w samotności. Ja nie mogę być sama. Nie wytrzymałabym sama tylko ze sobą.
Lęk przed samotnością zawdzięczam rozwiedzionym rodzicom. Będąc jedynaczką, z ambitną matką Polką i ojcem, temperamentnym Hiszpanem, przyrzekłam sobie już jako nastolatka, że nie chcę powielić schematu naszej rodziny – gdzie kłótnie i wyzwiska były na porządku dziennym. Mawiałam, że znajdę mężczyznę, z którym będę dzielić wszystkie smutki, radości, żale i nadzieje, że będę z nim na dobre i na złe, póki śmierć nas nie rozłączy. 
Na razie takiego mężczyzny nie spotkałam. Może gdybym nie była piosenkarką i nie kochałabym śpiewać, mój związek z Wojtkiem miałby prawo bytu. Niestety, zasmakowałam już życia na scenie w blasku reflektorów. Sława liczyła się teraz dla mnie niemal tak mocno jak założenie rodziny.
Po tournée wróciłam do kraju. Miałam tam czas i możliwości, aby odpocząć od życia na walizkach, był to miesiąc w miarę względnego spokoju.
Mieszkałam w kupionym przeze mnie trzystumetrowym apartamencie, na ostatnim piętrze na warszawskim Mokotowie. Przepych w moim mieszkaniu był namacalny, każda rzeźba, każdy dywan i mebel był najwyższej jakości. Szkoda tylko, że z tych sześciu sypialni, pięć stało pustych.
Z dniem pierwszym maja, kiedy spojrzałam w lustro, postanowiłam coś zmienić w swoim życiu. Właściwie, to postanowiłam zmienić siebie. Wezwawszy moją osobistą fryzjerkę i makijażystkę, Gabrysię, poleciłam jej zrobić wszystko, żebym tylko nie przypomniała siebie.
Na fotelu spędziłam około dwóch godzin, ale efekt był powalający. Przed przemianą byłam śniadą blondynką o piwnych oczach – tak, wiem, dziwne połączenie, ale taka powstałam po rodzicach z odmiennych narodowości. Po przemianie stałam się śniadą czarnulką (peruka była idealna, sama nie zauważyłabym podstępu) o niebieskich oczach (soczewka kontaktowa to cudowny wynalazek XX wieku!). Do tego doszły ubrania, których normalnie nigdy bym nie założyła – zwykłe dżinsy z prostą granatową bluzką.
Będąc gwiazdą pop ubierałam się modnie, bo zakupy albo robił za mnie znawca modowy, albo po prostu projektant szył na miarę dla mnie. Założenie niewyszukanych ubrań, będąc piosenkarką było foux pas. Każdy mój ruch i wyjście na ulicę był śledzony przez paparazzi, którzy „zmuszali mnie” do przemyślanych wyborów codziennych i wieczorowych stylizacji.
Gabrysia spisała się na medal. Wiedziałam, że mogłam na nią liczyć. I choć o nic nie zapytała byłam pewna, że w środku skręcała się z ciekawości, dlaczego pragnęłam wyglądać jak inna osoba. Dlaczego nie chciałam być sobą? Przecież to było fanaberią…
 Ale właśnie tak miało być. Miałam wyjść na miasto i nikt miał mnie nie rozpoznać. Żaden człowiek, żaden zagorzały fan nie podbiegnie z kartką i długopisem po autograf. Zwyczajne życie. Chciałam ponownie, po tych kilku latach bycia sławną piosenkarką, stać się anonimowa i zasmakować prywatności.
Na początku czułam się dziwnie wychodząc z wieżowca. Nie chodziło o przeszkody, bo żadnych nie napotkałam, tylko o spojrzenia ludzi, które, zgodnie z moim założeniem były nieobecne. Ludzie mijali mnie wpatrzeni w swoje komórki, na ulicę, na trąbiące w godzinach szczytu samochody; ich oczy wędrowały wszędzie, ale nie zaszczycały mnie spojrzeniem dłużej niż kilka sekund. Nie rozpoznawali mnie.
Dopiero kiedy uśmiechnięta zaczęłam pewniej poruszać się po ulicy, przyciągnęłam uwagę. Racja, zapomniałam, że samotnie idąca kobieta nie może śmiać się do samej siebie. To wzbudza podejrzenia. Od razu spoważniałam, tracąc zainteresowanie.
Nie wgłębiając się w analizę tego ciekawego zjawiska, zgodnie, z którym ludzie poruszają się po mieście przeważnie zgarbieni z zerową mimiką twarzy, przypominającą bardziej posągi aniżeli ludzi z trzydziestoma mięśniami twarzy, wkroczyłam do metra. Oto nadeszła chwila prawdy.
Tak blisko obcych mi osób mogłam stać jedynie w tej pędzącej kolei elektrycznej. Z racji godzin szczytu przyciśnięta byłam z przodu przez jakąś korpulentną kobietę z siatkami w rękach, a z tyłu czułam wżynające się dłonie gestykulującej dziewczyny, która głośno rozmawiała z przyjaciółką o kosmetykach, które niszczą skórę.
Na całe szczęście nikt nie zawołał mojego imienia i nikt nie przeciskał się po autograf, więc uznałam to za sukces. Gabrysia przeszła samą siebie, obiecałam sobie dać jej premię za tak udaną przemianę.
Próbowałam podpatrzeć, co robili pasażerowie. Oprócz gaduł, była grupa ludzi wyobcowanych – czytali oni książki, gazety czy artykuły w notebookach. Część z nich była ewidentnie przemęczona – usypiali na siedzeniach, a niektórzy, niesamowite!, potrafili nawet zamknąć oczy na stojąco. Była jeszcze jedna grupa osób – telefonowi gracze. Gejmerzy stukali palcami w odmóżdżające gry, w których jedynym celem było bieganie po planszy rysowanym ludkiem. Niektórzy z nich stawiali też pasjansa-pająka, układali sudoku bądź grali w szachy.
Na stacji Metro Politechnika wsiadło najwięcej osób. Na całe szczęście wysiadła korpulentna kobieta z siatkami, więc dzięki zwolnionemu miejscu mogłam przejść do tyłu, pozwalając wejść do pociągu nowym podróżnym. Jednym z nich był ważniak w garniturze, który ledwo zmieścił się wraz z kolegą przed sygnałem zwiastującym zamknięcie drzwi.
- Jak przytulnie – skwitował głośno, przez co kilka osób koło mnie odwróciło się w jego stronę, ostentacyjnie gapiąc się na mężczyznę. Rozmawiające dziewczyny, które teraz stały obok, zaśmiały się pod nosem z komentarza nowego współpasażera, a reszta, lekko się uśmiechnęła. Ja również podniosłam odrobinę kąciki ust ku górze. Był to najmilszy fragment dziesięciominutowej jazdy metrem.
Zastanawiając się, gdzie docelowo iść, zadecydowałam, że zaraz przesiądę się do drugiej linii metra i wysiądę na Nowym Świecie. Tam skoczę do kawiarni, bądź do jakiegoś sklepu. Oczywiście o wiele łatwiej byłoby gdybym miała koleżankę od serca, z którą mogłabym teraz wyskoczyć na miasto w przebraniu, ale niestety życie w ciągłym biegu, z pieniędzmi, które zawracają głowę niejednemu, mi na to nie pozwalało.
Odkąd stałam się milionerką, co miesiąc rozczarowuję się z powodu dawnych znajomych, którzy oczerniają mnie w brukowcach, bądź z powodu nowych, którzy przyjaźnią się ze mną jedynie dla potencjalnych zysków. Światem rządzi mamona i dopiero teraz zaczęłam doceniać prostolinijnego Wojtka, który niczego ode mnie nie żądał. Jak ciężko znaleźć taką osobę…
Gdy metro zatrzymało się na stacji Świętokrzyska, wypchnęłam się z tłumu. Wraz ze mną wyszedł ważniak z kolegą. Dopiero teraz zauważyłam, że nie miał założonego garnituru – tylko ciemną marynarkę i formalne spodnie, na które Wojtek nigdy by nawet nie spojrzał, bo były według niego zbyt „pedalskie”.
Przez to, że szli za mną myślałam, iż mnie rozpoznali. Obwiałam się, że zaczęli mnie śledzić. Moja chora wyobraźnia wyraźnie szeptała mi, że powinnam zawrócić, ale z jakiegoś powodu tego nie zrobiłam. Trafiłam na peron, gdzie od razu nadjechał pociąg. Wskoczyłam do środka i usiadłam na wolnym miejscu. Niestety, przysiedli się obok.
- Ja cię chyba skądś znam – usłyszałam słowa bruneta skierowane w moją stronę. Spojrzałam na drzwi, które umożliwiłyby mi ucieczkę, ale było za późno. Właśnie się zamknęły.


***

ALICJA


Było mi niedobrze, bolały ręce i głowa; pewnie znowu podali mi jakieś narkotyki. Wysiłkiem woli podniosłam ociężałe powieki. Jednak zaświecone światło w jakimś obrzydliwym pokoju omal nie zmusiło mnie do ponownego ich zamknięcia. Po przebywaniu w całkowitych ciemnościach trudno było mi dostrzec cokolwiek.
Niestety, chyba musiałam zacząć przyzwyczajać się do widoku tego śmierdzącego więzienia. Od kilku dni znajdowałam się w niewielkiej klitce na poddaszu starego domu.
Zobaczyłam rozmazany kształt czyjejś sylwetki nad łóżkiem; był to młody mężczyzna. Przyjrzałam mu się dokładniej – znałam go. Miał na imię Igor i był bratem szefa grupy mafijnej w moim mieście, ba, jego prawą ręką. Próbował też rządzić w moim liceum i udawało mu się to aż zanadto dobrze. Z tego, co pamiętałam mój kuzyn miał z jego bratem od dawna zatargi.
Powieki ciążyły mi, miałam wrażenie, że lecę w dół i tylko fakt, że Igor może mi coś zrobić przytrzymywał mnie by nie poddać się temu uczuciu.
Pewnie chodzi o narkotyki albo inne świństwo – przeszło mi przez myśl.
Do pokoju weszło kilku innych mężczyzn, rozpoznałam może z dwie znajome twarze, stwierdzając, że widziałam ich, gdy rozmawiali z moim kuzynem. Otoczyli Igora dookoła, pragnąc mnie zobaczyć. Poczułam się jak wystawiony okaz w kiepskim zoo. Próbowałam się poprawić wiedząc, że mam na sobie kusą sukienkę, niestety moje ręce były przywiązane liną do łóżka, także po jakimś czasie, oddając irytujące westchnienie, zrezygnowałam.
- Żyje? -  zapytał wielki osiłek stojący najdalej łóżka, na którym leżałam.
- Jak widać – odpowiedział Igor, zanim zdążyłam zrobić jakąś złośliwą uwagę. Spojrzał na mnie wyczekująco, jakby miał nadzieję, że zaraz się odezwę.
Niedoczekanie – prychnęłam pod nosem.
Jego zaciekłe spojrzenie zdenerwowało mnie. Patrzyłam na niego z nienawiścią, dalej uparcie milcząc. Nie będę przecież pytać skąd się tu wzięłam albo kiedy mnie wypuszczą. Wątpię, żeby i tak to zrobili. Chcą czegoś od mojego kuzyna i dopiero jak on im to da, wtedy nie będę im już potrzebna – zabiją mnie lub każą odejść. Pierwsza wersja jest pewnie bardziej prawdopodobna. Muszę zatem szybko coś wymyślić, nie będę czekać na pomoc kuzyna, który najwidoczniej ma mnie gdzieś.
- Co teraz? – zapytał jakiś czterdziestoletni mężczyzna, stojący po prawicy Igora. Zwrócił się do niego z pytaniem, uśmiechając złowieszczo. Usta ukształtowały się w jedną, wąską linię, zagiętą ku górze z jednej strony. Oczy rozszerzyły się z ekscytacji.
Po ciele przeszły mi ciarki. Nigdy nie widziałam, kogoś tak odrażającego.
- Idziemy – zakomunikował Igor, po czym niektórzy zrobili zawiedzione miny, ale każdy z mafiosów wyszedł posłusznie z pokoju.
Przez następnych kilka dni nie odwiedzał mnie nikt oprócz piegatego chuderlaka, który na oko miał może ze dwadzieścia lat i przynosił mi jedzenie dwa razy dziennie – rano i wieczorem. Dostał pewnie zaszczytne zadanie opiekowania się mną.
Próbowałam go zagadać, przekupić, uwieść, nic nie poskutkowało. Najwidoczniej był jednym z nielicznych lojalnych ludzi na tym świecie i w dodatku gejem.
Chuderlak cztery razy dziennie zaglądał do pokoju, odwiązywał i kazał iść skorzystać z toalety. Myłam się rzadko, ale za każdym razem będąc sama próbowałam znaleźć sposób, żeby wymknąć się z małej łazienki, która stała przy moim pokoju. Tylko wtedy byłam wolna i jednocześnie bez nadzoru. Łazienka nie miała jednak ani okna ani żadnych przyborów, które mogłabym wykorzystać do ucieczki, dlatego za każdym razem wracałam zmarnowana do pokoju, w którym czekał na mnie ten mizerny chłopak. Wiązał mi ciasno tylko jedną rękę, żebym mogła jeść drugą. Nie wiem skąd u niego taka siła, skoro wyglądał jakby miał zaraz skonać z głodu. Pewna, że w jedzeniu i piciu podają mi narkotyki nawet ich nie dotknęłam.
Na początku byłam wycieńczona, czułam niemal jak żołądek ściska mi się z głodu. Później powoli ból zaczął ustępować. Teraz jest już coraz lepiej. Piję wodę podczas mycia, wiedząc, że jeśli nie dostarczę jej do organizmu, stopniowo stracę świadomość i umrę. A ja nie mam zamiaru poddać się bez walki. Nigdy nie byłam osobą, która wymagała nadmiernej opieki. Może byłam drobna ciałem, ale za to zaradna duchem, dlatego postanowiłam uwolnić się za wszelką cenę.
         Po kolejnych kilku dniach, kiedy wyszłam z toalety, zastałam w pokoju dwie osoby, mojego chudego opiekuna oraz Igora; był zły.
    - Czemu nie powiedziałeś mi wcześniej, że nic nie zjadła? – warknął zdenerwowany, patrząc wściekle na chłopaka.
Był to wysoki, dobrze zbudowany szatyn z jasnozielonymi oczami. Może był przystojny, ale zupełnie nie w moim typie. Wyglądał groźnie stojąc koło mojego opiekuna, tak jakby miał zamiar zabić nas wszystkich.
Kiedy tylko zauważył, że wyszłam z łazienki, wypluł jeszcze tylko dwa słowa: zmuś ją i opuścił pomieszczenie, trzaskając zjawiskowo drzwiami.
Zjadłam tylko część z tego, co chciał wepchnąć mi do buzi. Zaciskałam usta, wierzgałam, gryzłam, robiłam wszystko by nie wprowadził mi niczego do organizmu. Nie chciałam ryzykować ponownej utraty świadomości. Z drugiej strony gdyby w posiłku było coś odurzającego, prawdopodobnie już bym spała, skoro część zdążył we mnie wmusić. Może po prostu chciałam im obu zrobić na złość.
Myślałam, że nie jest to damski bokser, jednak pomyliłam się. Po pewnym czasie (zapewne wściekły, że szef na niego nakrzyczał, a ja nie poddaję się) uderzył mnie z taką siłą, że wpadłam z impetem głową w zagłówek. Miałam wrażenie, jakbym straciła na chwilę świadomość, a może zamroczyło mnie na tyle, że tylko tak mi się wydawało. Dotknęłam wolną ręką głowy, zobaczyłam na niej krew.
Spojrzałam wściekle na tego geja. Wyglądał jakby nie wiedział, co ma zrobić – patrzył raz na mnie, raz na drzwi. Po chwili zdecydował się opuścić pomieszczenie. Popatrzyłam na brudną rękę, łzy bezsilności zaczęły same napływać do oczu. Głowa pulsowała mi tępym bólem, czułam się osłabiona, ale jednocześnie bezsilnie zła.   
- Po co kazał mi jechać do matki?  zadałam pytanie samej sobie. W tym momencie nienawidziłam kuzyna.
Brat cioteczny był starszy ode mnie trzy lata i zawsze się mną opiekował. Nie pozwoliłby, żeby coś mi się stało, a przynajmniej tak myślałam do tej pory. Nie mogę zaprzeczać faktom – na razie nie zrobił nic, żeby mi pomóc. Dodatkowo to on kazał mi wyjechać na kilka tygodni z miasta. Musiał wiedzieć, że coś mi grozi, a jednak naraził mnie, wysyłając samą na dworzec.
Drzwi otworzyły się ponownie. Jeżeli myślałam, że Igor był wcześniej zły, tak teraz był wściekły. Miałam wrażenie, że jego wzrok zacznie zabijać. Podszedł do mnie miarowym krokiem, a następnie pochylił nade mną. Mój agresywny opiekun, gej, także wkradł się do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Wyglądał na skruszonego.
Dobrze mu tak – pomyślałam. Odczułam sporą satysfakcję, widząc, że chuderlak żałuje swojego czynu.
Igor odgarnął moje włosy, żeby dokładnie zobaczyć ranę. Pozwoliłam mu na to, gdyż nie chciałam krwawić i niepotrzebnie się osłabiać. Musiałam być zawsze gotowa do ucieczki. Nie wiadomo, kiedy nadarzy się najbliższa okazja.
- Idź po wodę utlenioną i plaster – Igor rozkazał chłopakowi. Jakby czekając na wymówkę, by móc jak najszybciej opuścić pokój, chuderlak wybiegł z mojego więzienia.
Mafioso za to przestał mnie badać i usiadł na łóżku. Gdybym nie była przywiązana do poręczy z pewnością odsunęłabym się najdalej, jak tylko byłoby to możliwe.
- Musisz jeść – powiedział patrząc mi w oczy. – Nic tam nie ma, nie ma sensu karmić cię już prochami – zrobił chwilę pauzy. Czyli przyznał się, że dawali mi narkotyki. – Albo będziesz jadła sama, albo przyślę kogoś, kto cię do tego zmusi i nie będzie przy tym miły. To, co zrobił Maks to drobiazg, w porównaniu z tym, co mogą zrobić ci inni.
A więc chuderlak to Maks, a Igor próbuje mi grozić…
- A co mi zrobią? Zgwałcą mnie, pobiją czy może zabiją? – Udałam przerażenie, wypluwając jadowicie słowa. – Czego tak w ogóle ode mnie chcecie?
- Od ciebie, nic – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Jesteś tylko kartą przetargową.
Spojrzałam gniewnie na tego idiotę.
- Wow, jestem tylko rzeczą... Uważaj. Nie będziesz tak mówił, jak stąd wyjdę – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. Myślałam, że zabrzmiało to jak groźba, jednak chyba się pomyliłam skoro Igor roześmiał mi się w twarz.
- Jeśli stąd wyjdziesz – dopowiedział, wprawiając mnie w jeszcze większą złość. Wiedziałam bowiem, że nie tylko mi grozi, ale i mówi prawdę, przez co poczułam dreszcze na ciele. Pochylił się nade mną, a ja z przerażeniem w oczach śledziłam jego poczynania. Chwycił linę i zaczął mocować się z nią, by mnie rozwiązać.
Kiedy byłam już wolna chwyciłam dłoń i zaczęłam ją rozcierać. Miałam czerwony ślad w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą podtrzymywała ją lina.
- Nie jestem głupia – warknęłam. – Żyję, a to oznacza, że nie zamierzacie mnie zabić. Kuzyn rozpęta wam piekło, jeśli mnie tkniecie – dokończyłam, mierząc się z nim wzrokiem.
Do pokoju wpadł chuderlak, wyglądał jakby biegł, był czerwony na twarzy i głęboko oddychał.
- Trzymaj – powiedział, podając swojemu szefowi podstawowe przybory do opatrunku. Igor popatrzył na niego z irytacją.
- Twoje dzieło, więc ty je napraw – wstał wyczekująco z łóżka. Skrzyżował ręce i śledził poczynania chłopaka, który zrobił zawiedzioną minę.
- Kiedy ja nie wiem jak… – wymamrotał, spoglądając z nadzieją na Igora. Szef jednak miał zaciętą minę, chyba chciał mu dać nauczkę.
Uśmiechnęłam się triumfalnie. Mogłabym zrobić to sama, ale ja również chętnie udzielę temu bokserowi lekcję pokory. Poza tym bolały mnie ręce, wątpię, że opatrzyłabym się prawidłowo.
Chłopak westchnął przeciągle i zaczął delikatnie dezynfekować moją głowę. Skrzywiłam się, kiedy poczułam piekący ból w miejscu, gdzie znajdowała się niewielka rana.
- Ostrożnie! – syknęłam.
- Powiesz Olgierdowi, co zrobiłem? – zapytał chuderlak niepewnym głosem, całkowicie ignorując mój rozkaz. Wiedziałam, że Olgierd jest bratem Igora, gdyż słyszałam o nim z opowieści. Mój kuzyn często o nim gadał. Oczywiście zawsze w negatywnym sensie – był to lokalny boss mafiosów, prawie osiem lat starszy od swojego brata, czyli pięć od mojego kuzyna.
- Jeśli zapyta, to nie widzę powodu dlaczego miałbym milczeć – wyrzucił beznamiętnie jego szef. Cały czas przyglądał się, co ten głupi chłopak robił z moją głową.
- On mnie wyrzuci – wyrzekł żałośnie Maks.
- Nie moja sprawa – wzruszył ramionami Igor. – Skończyłeś? – zapytał niecierpliwie. Widać było, że chciał już wrócić do swoich spraw.
- Tak – odpowiedział chuderlak. Chwycił moją rękę, żeby ją ponownie przywiązać, ale Igor go powstrzymał.
- Zostaw ją i wyjdź – powiedział władczym głosem. Bokser spojrzał na niego pytająco, ale widząc, że szef nie zamierza mu niczego wyjaśniać, nie skomentował jego słów w żaden sposób. Wziął tylko przyrządy, których użył do opatrzenia i wyszedł na zewnątrz.
Podciągnęłam nogi, uważając na sukienkę, aby nie odsłoniła intymnych partii mojego ciała. Zostaliśmy sami i miałam wrażenie, że zaraz będzie chciał ten fakt wykorzystać. On wyczuwając chyba mój niepokój wywrócił oczami, uśmiechając się bezczelnie. Podszedł do łóżka, na co ja przesunęłam się maksymalnie w bok, na sam jego skraj. W razie czego mogłam uciec i zamknąć się w łazience. Igor jednak wziął tylko linę, która leżała na kocu, a następnie wyszedł również z pokoju, zamykając go na klucz.
Naprawdę myślał, że mogłabym się powiesić? – przeszło mi przez myśl. Prychnęłam niedowierzając. Co za dureń. Nigdy nie targnęłabym się na swoje życie, było ono dla mnie zbyt cenne, by w ten sposób je zmarnować.
Przez następnych kilka dni zamiast chuderlaka przychodził tylko Igor. Przynosił mi jedzenie i pilnował, żebym zjadała wszystko przy nim. Początkowo brałam kilka kęsów i piłam wodę, a to mu wystarczało. Po pewnym czasie zaczął mnie jednak zachęcać, żebym jadła więcej – aż doszło do tego, że pożerałam wszystko. Na początku sama krytykowałam się za obżarstwo, ale skoro narkotyków nie było w jedzeniu, nie widziałam dalszego sensu głodzenia się. Jeśli nadarzy się okazja, spróbuję uciec, a do tego potrzebuję przecież siły.
Mam już nawet wymyślony plan i głęboko wierzę, że się powiedzie.

***

KINGA


Czy od zawsze wiedzieliście, kim chcielibyście być w przeszłości? Bo ja nie.
Istnieją na tym świecie ludzie, dla których praca jest czymś wyjątkowym, czymś, w co inwestują swój czas z ogromnym zapałem. Oni zwyczajnie lubią wykonywać swoje zadania, kochają to, co robią.
Moja praca do fajnych nie należy. Obecnie jestem telefonistką w dużej firmie. Nienawidzę tego, co robię, bo zwyczajnie nie podoba mi się wciskanie na siłę nowych telefonów osobom, którzy wcale ich nie potrzebują.
Pracowałam już chyba w każdym możliwym zawodzie. Byłam kelnerką w dyskotece, hostessą w supermarkecie, statystką w serialu, recepcjonistką w korporacji, korepetytorką angielskiego, bibliotekarką, masażystką i ekspedientką w butiku. Odwoziłam czyjeś dzieci do szkoły, malowałam paznokcie, doczepiałam rzęsy i czesałam włosy klientkom. Brakuje tylko ekskluzywnej prostytutki.
Zapytacie, dlaczego ekskluzywnej? Otóż to, czego nauczyła mnie praca w różnych zawodach, to fakt, że cenić trzeba się zawsze – niezależnie od zajęcia.
Nie masz szczęścia w pracy, będziesz miał w miłości. Jakoś tak to leciało... Wydawałoby się więc, że osoba, która zaocznie studiuje archeologię (tylko dlatego, że lubię prehistorię, przecież zdaję sobie sprawę, że w zawodzie nie znajdę pracy nigdy), poukłada sobie chociaż życie prywatne. A skądże znowu!
Mój chłopak, Kamil, jest od miesiąca już eks-chłopakiem. I żeby chociaż poinformował mnie osobiście o zerwaniu… Nie, on napisał smsa…
Nigdy, ale to nigdy, nie róbcie tego swoim chłopakom/dziewczynom. Zawsze się zastanówcie najpierw, czy ty chciałbyś/chciałabyś dowiedzieć się, poprzez krótkie: „Koniec z nami, mam kogoś innego”, o tym, że miłość twojego życia, ostoja i przyjaciel, potencjalny ojciec twoich dzieci… ma cię zwyczajnie gdzieś.
Najgorsze, że nie miałam najmniejszych podejrzeń o zdradach Kamila aż do dnia, gdy pojawił się felerny sms. Co więcej, ja snułam plany na przyszłość, podczas gdy mój były romansował na boku z Wiolą. Ja, głupia, widziałam się już w białej sukni przy ołtarzu, podczas gdy on kotłował się z kochanką w pościeli…
Zastanawiam się, co zrobiłam nie tak. Nigdy nie narzucałam się chłopakom, zawsze ich wspierałam, a kiedy zmęczeni prosili o zrobienie im kanapek, z uśmiechem biegłam do kuchni.
Dziewczyna idealna.
Zbyt idealna.
Moim nowym pomysłem na siebie i odreagowaniem trzech straconych lat z Kamilem był czas na zmiany. Odkąd dowiedziałam się, że moje wyobrażenie o Kamilu było złudne, postanowiłam, że spróbuję innego zajęcia niż praca biurowa. Zacznę od nowej pracy, zacznę posiadać jakieś pasje i robić rzeczy, o których dotychczas tylko śniłam.
Moją pasją od zawsze był taniec. Niestety jakoś tak się złożyło, że nigdy nie miałam szansy się go profesjonalnie uczyć, dlatego w zeszłym miesiącu zaczęłam uczęszczać na pole dance.
Wyszłam z pierwszych zajęć z siniakami, otarciami i ze zniszczonym ego. Taniec na rurze był nie dla mnie, więc spróbowałam także latino solo, burleskę i twerka. Potem jeszcze hip-hopu i jazza. Najbardziej spodobał mi się balet, ale kiedy nauczycielka od razu zaznaczyła, że primą-baleriną nigdy nie zostanę… przestałam uczęszczać.
Tydzień temu zapisałam się na karate. Chciałam poznać podstawowe zasady samoobrony, bo od dziecka uwielbiałam karate kid. Dostałam jednak wczoraj łomot od dziewczynki mniejszej ode mnie. A grupa ponoć miała być podstawowa… Udając, że wcale nie chce mi się płakać, chyłkiem wycofałam się pod koniec zajęć, stwierdzając, iż posiadanie przy sobie gazu pieprzowego daje taką samą pewność siebie, co i opanowanie do perfekcji sztuk walki.
Kiedy mam jakiś problem, od razu biegnę wypłakać się na ramieniu Kuby. Kuba jest moim przyjacielem z ławki jeszcze za czasów dzieciństwa, kiedy nauczycielka usadziła mnie obok chłopca, jako karę za rozmawianie na lekcji. Mimo iż było to dla mnie upokarzające – jako że jedyna z dziewcząt siedziałam wraz z osobą płci przeciwnej (w podstawówce nie było mieszanych znajomości, dziewczęta były nastawione anty do chłopców i z wzajemnością), znajomość z Kubą przetrwała do dziś dzięki pomocy, którą mi udzielał.
Kuba był mistrzem w matematyce, z której ja z kolei byłam nogą. Chłopak zawsze rozwiązywał jako pierwszy zadania podczas sprawdzianu, pokazując mi potem odpowiedzi, dzięki czemu, paradoksalnie, miałam najwyższe oceny właśnie z matematyki. Jakoś tak się nasze życie potoczyło, że razem uczęszczaliśmy do jednego gimnazjum, a potem każde z nas poszło w swoją stronę. On – do najlepszego liceum, podczas gdy ja musiałam pójść do piątego ogólniaka w Krakowie. Jak zapewne domyślacie się, bardzo żałowałam, że nie było Kuby przy mnie na klasówkach, a że moja matematyczka w ogólniaku była surowa, przyjaciel udzielał mi korepetycji przez całe trzy lata, aż do matury.
W związku z porażką w karate pojechałam do Kuby dzisiaj po pracy. Był piątek i mieliśmy się spotkać na kilkugodzinną posiadówę w gronie jego najbliższych znajomych u niego w mieszkaniu.
Już w progu zobaczyłam, że coś się w nim zmieniło. Był jakiś taki promienny i bardziej pewny siebie niż zwykle.
- Co tam, mała? – zapytał, witając mnie w drzwiach. Od dziecka nazywał mnie mała, bo byłam niższa i drobniejsza od większości dziewczyn w mojej klasie.
- Skopali mnie na tym karate, o którym ci opowiadałam – bąknęłam smętnie, pchając się do mieszkania, żeby nie stać na klatce.
Żywo podeszłam do wieszaka w korytarzu, rozbierając się z granatowej, pikowanej kurtki, która była hitem tego sezonu. Kot Kuby wyściubił nosa z pokoju, ale nie przyszedł abym go pogłaskała. Widocznie przeczuwał, że zaraz pojawią się goście i będą chcieli go nosić na rękach, więc na wszelki wypadek od razu się ewakuował. Tak jak myślałam, po chwili po kocie nie było śladu.
- Co jesteś taki wesoły? – tym razem to ja zapytałam.
W mieszkaniu Kuby czułam się jak u siebie, spędzałam tu wiele dni, dlatego wiedziałam, co gdzie się znajdowało. Tym bardziej oniemiałam, gdy wkroczywszy do salonu zobaczyłam… porządek. Mój przyjaciel był przecież bałaganiarzem i nawet przyjście gości nie zachęcało go do sprzątania.
- Gdzie twój dom? – zakpiłam. – Gdzie się podział mój przyjaciel? – odwróciłam się w jego stronę, stojąc vis-à-vis do niego. – Jesteś tam jeszcze?
- Hehe, bardzo śmieszne – mimo że się uśmiechnął, wyczuwałam lekkie obruszenie. – Mam dzisiaj gości, więc pomyślałem…
- Że chociaż raz sprzątniesz? – podniosłam lewą brew wysoko. – Szynka chodź tu! – zawołałam kota. Pojawił się leniwie, ale tylko dlatego, bo sądził, że dam mu jakiś frykas. Jak można się domyślić jego ulubionym frykasem była szynka, więc chcąc nie chcąc wygrzebałam z lodówki kawałek wędliny i rzuciłam mu do miski, dzięki czemu mogłam tego „bezinteresownego” kota pogłaskać.
- Na imprezie kogoś ci przedstawię – zaczął Kuba. – Chciałbym abyście się polubiły…
Oho – pomyślałam sceptycznie nastawiona do pomysłu chłopaka.
- To dopiero nowa sprawa, ale wydaje mi się, że to coś poważnego…
Kuba nigdy nie miał dziewczyny. No może jedną, bardzo krótko. Informacja więc, że ma kogoś wprawiła mnie w osłupienie nie mniejsze, niż widok posprzątanego mieszkania.
- To nie jesteś gejem? – zapytałam z nadzieją.
Zaśmiał się i zmierzwił włosy ręką. Zawsze tak robił, kiedy był w dobrym humorze.
- No co, który facet kupuje kota? Jeszcze żeby kotkę, ale kota…
- Nie mędrkuj – powiedział, po czym wręczył mi mnóstwo chrupek, które miałam przesypać do misek i ułożyć na stole.
Oczywiście wiedziałam, że nie był gejem. Niejednokrotnie dawał mi znać, że mnie lubi i to nie w sposób, który nazywałam „przyjacielski”. Ja jednak w stosunku do niego nie czułam nic poza braterską miłość. Bo jak można kogoś kochać, kto głośno, bez skrępowania uwalnia gazy jelitowe, lub gazy z układu trawiennego. Widziałam jak wyciskał pryszcze, gdy miał problemy z cerą oraz gdy chodził w niekorzystnie wyglądającym aparacie na zęby. Przez to, że dorastaliśmy razem, znaliśmy się na wylot, znałam wszystkie brudy z jego przeszłości i właśnie przez to uważałam, że nigdy nie mogłabym z nim być.
- Opowiadaj o tym karate – przypomniał sobie, kiedy już siedzieliśmy na kanapie i czekaliśmy na gości.
Machnęłam ręką.
- Nie ma, o czym opowiadać. To nie dla mnie – nawet jeżeli przyjechałam tu z zamiarem wypłakania się na jego ramieniu, informacja o istnieniu jego potencjalnej dziewczyny zmieniła moje priorytety. Wolałam czegoś dowiedzieć się o niej niż użalać się nad sobą.
- Jaka jest?
Nie odpowiedział od razu. Spojrzałam na jego twarz; oczy mu się świeciły, a kąciki ust same wyginały do uśmiechu. Po jego reakcji wywnioskowałam, że rzeczywiście to musiało być coś poważnego.
- Jest czarująca, mądra, dowcipna – wymieniał. – Towarzyska i nieziemsko piękna – jego „litanię” przerwał pierwszy dzwonek do drzwi.
- Obiecujesz, że będziesz grzeczna? – zapytał mnie, podnosząc się z kanapy.
Pokiwałam głową.
Zawsze jestem grzeczna – dodałam do siebie, choć wiedziałam, do czego pił. Kuba bowiem uważał, że moją największą wadą był całkowity brak taktu i przez to, że byłam bezpośrednia nie miałam żadnych przyjaciół, poza nim jednym.
Przykra to prawda – pomyślałam gorzko, wyznaczając sobie cel na dziś wieczór, aby zaprzyjaźnić się z sympatią mojego najbliższego przyjaciela.
Usłyszałam całus – to musiała być ona.
Wstałam, czując, że ręce zaczynają się pocić ze zdenerwowania. Nie byłam pewna, po jakiego diabła tak się zachowuję, ale chyba bardzo zależało mi, aby ta dziewczyna mnie polubiła.
Właśnie to jest to – skwitowałam rzeczowo. Ja nie muszę jej polubić, ale ona mnie tak.
Zgodnie z zasadą: „trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale jeszcze bliżej trzymaj swoich wrogów”, wyjrzałam na korytarz. Nie chciałam burzyć ich związku, o nie, za bardzo zależało mi na szczęściu Kuby. Chciałam tylko upewnić się, czy dziewczyna, o której mi opowiadał da mu to szczęście. Czy nie jest dwulicową, parszywą…
- O żesz…  wyrwało mi się.
Stanęłam naprzeciw dziewczyny wyjętej niczym z okładki jakiegoś żurnala.
Piękna? Toż to bogini…
Musiałam przyznać Kubie jedno – miał gust do kobiet. Blondynka, spoglądała na mnie wyczekująco, więc podałam jej rękę i przedstawiłam się. Była bardzo szczupła, ale nie o anorektycznych kształtach. Określiłabym ją jako filigranową. Do tego miała duże, zielone oczy i rzęsy tak długie i zakręcone, że posądziłam ją o sztuczne. Usta pełne, a policzki rumiane. To była jedna z tych niewielu dziewczyn, która nie majstrując wiele przy twarzy, wyglądała fantastycznie, na co dzień. Niestety ja, posiadając wory pod oczami, nie ruszałam się z domu bez korektora i oprócz Kuby oraz rodziców, nie pozwalałam nikomu oglądać mnie bez drobnego make-upu.
- Jak się poznaliście? – zapytałam Luizę po godzinie, gdy przybyło kilku nowych gości, więc Kuba zajął się przynoszeniem dodatkowych krzeseł, dzięki czemu my mogłyśmy pobyć wreszcie same.
- W banku – odparła. Miała niewielką chrypkę, czego jej zazdrościłam. Mogłabym założyć się, że świetnie śpiewała. – Pracuję jako doradca, Kuba przyszedł do oddziału zapytać o konto oszczędnościowe. A wy? – zrewanżowała się. Jej pytanie upewniło mnie, że Kuba nie opowiadał jej o mnie wiele. Zapewne wspomniał coś, o przyjaciółce.
- W pierwszej klasie szkoły podstawowej – wzruszyłam ramionami – to było tak dawno temu. Siedzieliśmy razem w ławce.
Coś w niej zaczęło mi nagle przeszkadzać i drażnić. Nie wiem, może to, że w jej obecności nikt nie spoglądał na mnie, na niej skupiając całą swoją uwagę, a może po prostu chciałam znaleźć w niej jakiś defekt, skazę, której wcale nie było. Szukałam dziury w całym...

27 komentarzy:

  1. Jak dla mnie wszystkie są świetne, ale jak już mam wybierać to 2-3-1-4. Ta dwójka jakoś najbardziej mnie zainteresowała :D
    Ja tam mogę czytać o wszystkim, serio, byleby było ciekawie. Chociaż horror to jest coś, czego mi wszędzie brakuje. Albo po prostu nie umiem szukać.. xd

    L x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Czyli rozumiem, że wybierasz Alicję, zgadza się?
      Wezmę pod uwagę to, że chciałabyś przeczytać horror :)

      Usuń
    2. A ja najbardziej lubię opowieści o zwyczajnym życiu, uwielbiam książki Nicholasa Sparksa :)
      Także dla mnie Eliza, Kinga, Noelia, a na końcu Alicja.

      Usuń
    3. Dziękuję za głos i za "Zwyczajne życie" :)

      Usuń
    4. O tak, horrory to zdecydowanie moja bajka! :D
      A teraz lecę do kolejnego rozdziału.

      L x

      Usuń
  2. Wszystkie sa super! Ale jesli mam wybrac to Eliza, Alicja, Noelia i Kinga. Napisz opowiadania wszystkich, lubie czytac twoje opowiadania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie mogę nie dać rady, ale miniaturki owszem :)
      Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  3. Przepraszam, że tak późno komentuję. Jak dla mnie to wszystkie są wspaniałe. Ale skoro mam wybrać to w tej kolejności:
    1.Eliza
    2.Alicja
    3. Noelia
    4. Kinga

    A co do moich ulubionych gatunków literackich to uwielbiam fantasy(najlepiej dużo magii) z wątkiem romantycznym. Lubię też fanfiction,a najbardziej z niego Dramione.Chociaż moim zdaniem wszystko co piszesz wychodzi ci świetnie.
    Pozdrawiam Cię i życzę mnóstwa weny,
    Arya V.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak napisali inni, wszystkie są świetne :) Najbardziej przypadły mi do gustu Kinga i Alicja. I tak przeczytałabym wszystkie, nawet miniaturki - masz bardzo lekki styl pisania i bardzo miło mi się czytało wszystkie opowiadania : )

    Pozdrawiam i życzę wiele,wiele weny
    Louise <3

    OdpowiedzUsuń
  5. według mnie:
    Alicja,
    Noelia,
    Eliza,
    Kinga

    Wszystkie opowiadania bardzo mnie zaciekawiły, jednak wolę takie...hmm...bardziej mroczne ;p
    Uwielbiam horrory, thrillery itp.
    Życzę duuuużo weny ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Hm, jak dla mnie 3-4-1-2. O Alicji najbardziej mnie zaciekawiło, bo... No powiem wprost, nie pachnie romansem ;).

    Zawsze uwielbiałam fantasy, ale od jakiegoś czasu szukam czegoś w stylu dark... I to dosłownie. Nie, niee horror, tylko bezduszni bohaterowie, krew, trupy itd. Dziwny mam gust, wiem.
    Za to nie lubię czegoś, co na kilometr śmierdzi dużym romansem. Wątek romantyczny? Okej, jak najbardziej, ale nie całe opowiadanie wypchane po brzegi romansami.

    Pozdrawiam,
    Merc.

    http://runicaleblade-trilogy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem za Alicją <3 Uwielbiam takie klimaty ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chętnie się pobawię, ale jutro, gdy będę miał więcej czasu na przeczytanie wszystkich trzech pod rząd. Pss... czterech! Podoba mi się też pomysł na to by prowadzić opowiadanie interaktywne. Może kiedyś także go wykorzystam xD

    Pozdrawiam i do jutra w takim razie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałem i bardzo chciałbym móc powiedzieć więcej o każdym z opowiadań, ale myślę, że na to jeszcze przyjdzie czas, gdy będziesz je publikowała. Może warto wszystkie rozpisać, ale publikować według kolejności wybranej przez czytelników?

      W pierwszym zafascynowało mnie ukrywanie się przed sławą i chęć zaznania normalnego życia. Być może Noelia zaczęłaby dostrzegać, że są jednak ludzie, którym zależy na czymś więcej niż sława i kasa. Tutaj też się uśmiechnąłem przy wzmiance o hiszpańskim temperamencie bo mi się z moim Rodrigezem skojarzyło.

      W drugim ciekawy jest motyw dwóch przyjaciółek z czego jedna chce, choć nie chce się sama przed sobą co do tego przyznać, odebrać chłopaka tej drugiej.

      Trzecie to porwanie i boję się, że by się to tak wszystko tam działo w tym pokoiku, byłyby rozmowy i w sumie że wszystko byłoby takie zamknięte, ale uwielbiam gangsterskie klimaty.

      No i czwórka moim zdaniem najlepsza, ze względu na bohaterkę, która opowiada swoją historie tak, że nie sposób się nie śmiać. Jest po prostu żywa, barwna, nieszczególnie ambitna, nieprzejaskrawiona.

      Tak więc moje typy:
      1. Kinga,
      2. Noelia,
      3. Eliza,
      4. Alicja.

      Pozdrawiam ;-)

      Usuń
    2. Dziękuję za tak obszerne wyjaśnienia :)

      Usuń
  9. Eliza, Noelia, Alicja, Kinga - to moja kolejność. Najbardziej lubię opowieści takie jak Lamiae, czyli fantastyka oraz fan fiction - najczęściej czytam Dramione, ale o tym pewnie już wiesz z dziurawca :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Waham się pomiędzy Elizą a Noelią, ale zagłosuję na Elizę - jestem ciekawa co będzie dalej.
    Wszystkie jednak przeczytam z rozkoszą!
    Czytam wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy przewidujesz zrobienie miniaturek z tych prologów? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, tylko jeszcze nie wiem dokładnie, kiedy :)

      Usuń